Asystentka międzykulturowa: jestem mostem

65036852_2312614442168450_7746296289423261696_n.jpg
Asystentka międzykulturowa, Larysa Vychivska, pracuje w Szkole Podstawowej Nr 221 w Warszawie. Na zdjęciu zakończenie roku szkolnego 2018/2019.

Co Pani tu właściwie robi? Pani jest wolontariuszką? Takie pytania asystentki międzykulturowe słyszą „na dzień dobry” niemal w każdej szkole. PFM od 2018 roku zatrudnia trzy asystentki międzykulturowe w 8 szkołach na terenie Warszawy i okolic? Nasze asystentki pracują w językach polskim, ukraińskim, rosyjskim, wietnamskim, arabskim i angielskim!

 

W warszawskich szkołach pracuje grupa kilkanaściorga asystentów i asystentek międzykulturowych. Najpierw zatrudniały je wyłącznie organizacje pozarządowe, dziś czasem asystentki zatrudniają też szkoły. Od września 2018 roku trzy asystentki pracują w Fundacji Polskie Forum Migracyjne. Ich zasadniczą rolą jest właśnie „budowanie mostów” – usprawnianie komunikacji między uczniami, uczennicami i rodzicami cudzoziemskimi a personelem szkoły. Trzy asystentki PFM wspierały w tym roku dziewięć szkół: osiem w Warszawie i jedną – w Michałowicach.

Każda z innej bajki

Każda z asystentek PFM pracuje trochę inaczej, koncentruje się na innej roli i ma własny, indywidualny styl „asystowania”.

Vinh Cao Hong, asystentka biegła w kulturach polskiej i wietnamskiej, skupia się na pracy z rodzicami. Jest do dyspozycji pod telefonem i chętnie go udostępnia na użytek wietnamskich rodziców. Larysa Vychivska, z kręgu kultury ukraińskiej, pracuje głównie z uczniami – często spędzając z nimi czas w grupie. Jaśmina Samsel, asystentka arabskojęzyczna, pracuje z dziećmi indywidualnie. Szkoła często oczekuje też od niej po prostu tłumaczenia.

Każda z nich jest wyjątkowa na swój sposób. Jaśmina – młoda arabistka i lektorka języka arabskiego. Larysa – wieloletnia nauczycielka z Ukrainy, która uwielbia oddychać szkołą. Vinh – zaczęła od wsparcia w szkole własnych dzieci, by stać się wsparciem znajomych, a potem dla kilku szkół, głównie na warszawskiej Ochocie.

Najtrudniej było znaleźć Jaśminę. Znalezienie osoby chętnej do pracy w szkole z dziećmi, nauczycielami i rodzicami, która mówi po arabsku i jednocześnie biegle funkcjonuje w polskiej kulturze zajęło nam kilka miesięcy. O ironio – gdy już Jaśmina się znalazła, szkoły nie chciały korzystać z jej pomocy. Obawiały się zaprosić arabskojęzyczną osobę do szkoły.

Pozostałe dwie asystentki znalazły się trochę same – obie miały wielkie obycie z polskim systemem edukacji i chciały działać w roli asystentki przede wszystkim z powodu własnych przekonań i chęci pomocy dzieciom z własnego kręgu kulturowego.

Co tu Pani robi?

- Moje główne zadanie to pomoc dzieciom w odrabianiu lekcji – mówi Larysa Vychivska, która wspiera głównie uczniów ukraińskich. – Rodzice ukraińscy dużo pracują, nie mają ani czasu ani możliwości pomóc dzieciom. Czasem sami nie rozumieją zadań ani poleceń.

- Najpierw powtarzamy z dziećmi to, co było na lekcji, szczególnie słownictwo. Tłumaczę, co to „równiny”, „góry”, pokazuję im na mapie. Potem co najmniej dwa razy czytam polecenia. Potem tłumaczymy poszczególne słowa polecenia. Wtedy dopiero dzieci mogą zrobić zadane do domu lekcje.

- Ja głównie rozmawiam z rodzicami i tłumaczę, jak się zachować w różnych szkolnych sytuacjach – mówi Vinh o swojej pracy. – Rodzice wietnamscy dziś bardzo różnią się od tych, którzy przyjechali do Polski kilka lat temu. Teraz rodzice to ludzie młodzi, którzy dużo pracują i są bardzo zajęci. Myślą, że jak wyślą dziecko do szkoły, to szkoła już się zajmie wszystkim. A to nieprawda. Trzeba więc tłumaczyć wszystko pomału, jak edukacja w Polsce działa. Tymczasem dzieci słabiej się uczą i wymagają pomocy.

Nowy pomysł Vinh to utworzenie grupy wietnamskich wolontariuszy: uczniów i absolwentów polskich szkół. Mogliby pomóc pobratymcom, którzy dopiero trafili do polskiej szkoły.

Zadanie Jaśminy było zupełnie inne – wspierała w szkole początkowo jedno arabskojęzyczne dziecko, obarczone wielkim bagażem traumy i trudnych doświadczeń. Towarzyszyła uczniowi na lekcjach, tłumaczyła, uczyła go polskiego indywidualnie, w szkolnej bibliotece.

Dzieci

Problemy językowe i trudności kulturowe – to główny obszar pracy asystentek.

- Nauczyciele często myślą: skoro dziecko na przerwie rozmawia, bawi się z polskimi dziećmi i rozmawia, a potem na lekcji nic nie odpowiada i mówi, że nie rozumie, to znaczy, że udaje – opowiada Larysa. – Tymczasem język komunikacji na przerwie to jedno, a język lekcji to zupełnie co innego.

Dzieci ukraińskie często wstydzą się odpowiadać na lekcji, bo koledzy i koleżanki śmieją się z nich, z ich akcentu czy błędów językowych, relacjonuje Larysa. Wolą milczeć i dostają jedynki. Język szkolnej instrukcji, sposób formułowania poleceń czy zadań, także specjalistyczne słownictwo każdej lekcji – to dla dzieci naprawdę nowa rzeczywistość.

Asystentki podkreślają, że wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że dla uczniów nauka w obcym języku to jest realna bariera i utrudnienie.

- Wbrew pozorom trudny dla cudzoziemców jest nawet angielski – mówi Vinh. Przecież uczą się języka obcego w innym obcym języku, który dopiero poznają.

Drugi ważny obszar pracy to emocje.

- Dzieci, które mam pod opieką, nie chcą na przykład chodzić na świetlicę, gdzie jest tłum i gwar. Czują się tam zagubione. Wolą pobyć w mniejszym gronie, możemy poczuć się swobodnie i porozmawiać po ukraińsku, wyjść na boisko czy na spacer. Często rozmawiamy też o tym, jak dzieci są traktowane w swojej klasie, jakie przeżywają trudności.

Trudno jest być cudzoziemskim dzieckiem. Atmosfera wokół migrantów w publicznej debacie jest nieprzychylna – to przekłada się bezpośrednio na to, jak o cudzoziemcach mówi się w domach polskich dzieci, jak kształtują się ich przekonania.

Nauka przedmiotów szkolnych to jedno wyzwanie. Drugie – to przeżycie w szkole. W praktyce PFM spotykamy klasy, w których uczniowie i uczennice cudzoziemskie, z różnych krajów, są traktowane naturalnie i życzliwie przez innych uczniów. Pracując a taką klasą widzimy radość z różnorodności dzieci, wzajemną ciekawość.

Spotykamy też jednak takie klasy, w których z koleżanką czy kolegą z innego kraju nikt nie rozmawia. Nikt z nim nie usiądzie w ławce ani nie stanie w parze – nawet na dwuminutowe zadanie w klasie wywołuje przepychankę i konflikt, bo z cudzoziemcem nikt nie chce się zadawać. W takich klasach dziecko potrafi nie zamienić z nikim słowa cały dzień, cały tydzień.

Osobna historia to czasem los dzieci z trudnymi przeżyciami albo zaburzeniami emocjonalnymi, które czasem towarzyszą migracji, szczególnie przymusowej.

- Bywa, że praca z dzieckiem nie przynosi skutków – mówi Jaśmina. – Uczeń mówi wprost: nie tłumacz mi, nie chcę słuchać. Daj sobie spokój, nie interesuje mnie to.

Szkoła oczekuje od ucznia zainteresowania szkołą. Gdy uczeń go nie wykazuje – szkoła także traci zaangażowanie. Psychologiczna pomoc dziecku – to zadanie, które wykracza poza możliwości pracy asystentki. W takich przypadkach bardzo potrzebna jest wieloaspektowa współpraca. Często w praktyce takiej współpracy brak.

Nauczyciele

„Kręci się tu jakaś Pani” usłyszała o sobie jedna z asystentek od nauczycieli. Nikt nikomu jej nie przedstawił.

- W szkołach nie wiedzieli, kim jestem i czego ode mnie oczekiwać – mówi inna. – Więc sama poznawałam się z nauczycielami, pytałam, jakie mają potrzeby i oczekiwania.

- Zdrowe relacje pojawiły się, gdy nauczyciele spostrzegli, że umiem rzeczy i mogę faktycznie przydać się w szkole – stwierdza Jaśmina.

Często część czasu pracy na początku współpracy ze szkołą przeznaczona jest na tłumaczenie, kim się jest, jakie się ma zadania w szkole – mówią asystentki. Potem przychodzi etap ustalania rodzaju relacji: co dokładnie do kogo należy, jakie zadania asystentka może wykonać, jakich nie może i dlaczego.

Niektórzy nauczyciele traktują je z góry. Niektórzy twierdzą, że radzą sobie z cudzoziemskimi dziećmi sami i nie potrzebują pomocy. Inni usiłują scedować na nie dodatkowe obowiązki. Wielu nauczycieli w szkołach istnienia asystentek w ogóle nie jest świadomych – nikt ich oficjalnie gronu pedagogicznemu nie przedstawia i nie określa charakteru współpracy.

Lody się przełamują, gdy nauczyciele zaczynają odczuwać efekty pracy asystentek.

- Gdy dzieci zaczęły robić postępy, gdy oceny poszły w górę, nauczyciele poczuli, że za plecami tych dzieci ktoś stoi – opowiada Larysa.

Czasem w naszej pracy chodzi o to, żeby zasugerować inny sposób pracy z cudzoziemskim dzieckiem: na przykład ustne pytanie dziecka zamiast pisemnej kartkówki. Nauczyciele różnie reagują na takie uwagi. Część nauczycieli trzeba przekonywać do bardziej indywidualnego traktowania cudzoziemskich dzieci. Niektórzy są niechętni do indywidualnego traktowania.

 – Czasem wystarczy podpowiedzieć jedno słowo, i okazuje się, że dziecko potrafi odpowiedzieć na pytanie - mówi Larysa. – Ale gdy pisze, dostaje same jedynki.

Z drugiej strony, asystentki doświadczają życzliwości i wsparcia, oraz po prostu dobrej współpracy z wieloma nauczycielami.

– Wzrusza mnie, gdy patrzę, ile wysiłku wkładają w pracę z dzieckiem - mówi Vinh. - Widzę szczęście tej nauczycielki, gdy uczeń robi postępy. Bywa, że rodzic nie martwi się o dziecko tak, jak nauczycielka.

- Blisko współpracowałam z polonistką. Na przerwach przygotowywała dla nas materiały, kserowała zadania, które potem przerabiałam z uczniem. Wkładała w tę pracę dużo zaangażowania – opowiada Jaśmina. – Mnie tłumaczyła zawiłości fleksji, żebym ja mogła potem tłumaczyć je dziecku. Doceniałam to bardzo.

Rodzice

- Gdy już zaczęłam systematycznie pracować z dzieckiem i miałam poczucie, że to przynosi efekty, przyszedł strajk szkolny, a potem Ramadan – opowiada Jaśmina. – Ojciec dziecka powiadomił szkołę, że z powodu Ramadanu chłopiec nie będzie w ogóle do szkoły przychodził.

Współpraca ustała. Nie udało się jej później przywrócić.

W przypadku dziecka z trudnościami emocjonalnymi systematyczność, przewidywalność są bardzo ważne. W przypadku konkretnego dziecka pod opieką Jaśminy nic z tej systematyczności (nie z jej winy) nie wyszło. Chłopiec stracił wszelką chęć do nauki. Dialog z rodzicami w jego przypadku zawiódł.

Oczywiście bywa różnie.

- Rodzice dzieci ukraińskich, z którymi mam kontakt, są bardzo zadowoleni ze wsparcia asystentki, bo czują, że sami własnym dzieciom nie mogą pomóc w lekcjach – mówi z kolei Larysa. Rodzice często sami nie znają polskiego na tyle, żeby zrozumieć sens szkolnych zadań. Zwyczajnie nie mają umiejętności, żeby pomóc dzieciom. Cieszą się, że ja to robię.

Podobnie wygląda sytuacja w przypadku wielu rodziców wietnamskich. Często dzieci mówią już po polsku bez akcentu – a rodzice ledwo potrafią się porozumieć.

Bywa też, co ciekawe, odwrotnie.

- Zdarza się, że Wietnamczycy urodzeni w Polsce nie znają już wietnamskiego, albo nie piszą i nie czytają w tym języku – mówi Vinh. To też sprawia, że czasem oczekiwania szkoły wobec rodziców nie mogą być spełnione.

Konieczne jest wsparcie

- Praca asystentki wymaga wielu różnych kompetencji. To trudne, wypalające zajęcie, które polega na pracy z człowiekiem, cały czas w relacji, cały czas pomiędzy kulturami – mówi Zuza Rejmer, psycholożka międzykulturowa, która w PFM zapewnia asystentkom superwizję.

Asystentki regularnie spotykają się w grupie, mają też możliwość indywidualnej konsultacji z superwizorką. Omawiają przypadki konkretnych uczniów, z którymi pracują, metody pracy, sposoby budowania relacji z nauczycielami, rodzicami, dziećmi, ale też potrzebę stawiania granic i dbania o siebie.

- Z relacji asystentek wynika, że często w szkołach oczekuje się, że skoro tam są, powinny kompleksowo same rozwiązać sytuację dziecka i odpowiedzieć na jego potrzeby – opowiada Zuza Rejmer. – Tymczasem asystentka nie ma kompetencji nauczycielki, ani psycholożki, ani pedagożki szkolnej. Te wszystkie osoby powinny z nią współpracować, udostępnić swoje kompetencje, współdziałać.

Zadaniem asystentki jest sprawić, że w komunikacji między dzieckiem, szkołą a rodzicami rozwiąże się kwestię różnic i nieporozumień kulturowych. Nie, żeby zastąpić jednoosobowo tę komunikację.

Dobre praktyki

  • Po pierwsze: rodzice

Dobrą praktyką wskazywaną przez wszystkie asystentki jest kontakt z rodzicami dzieci cudzoziemskich. Najlepiej od samego początku roku, albo od razu po przyjęciu dziecka do szkoły.

- Wielkim tematem w grupie uczniów wietnamskich jest kwestia odbierania dzieci ze szkoły przez osoby inne niż rodzice – mówi Cao Hong Vinh. – Rodzice często wyjeżdżają, zwykle na krótko, ale wtedy po dziecko zgłaszają się inni ludzie i pojawia się problem. Rodzice nie są świadomi, że szkoła oczekuje, że będą osobiście odbierać dzieci.

Na początku roku warto też skorzystać z pomocy asystentki międzykulturowej, żeby porozmawiać o innych sprawach: organizacji roku szkolnego, systemie pracy świetlicy, pomocy dostępnej dla dziecka i rodziców w szkole, oczekiwań w takich sprawach, jak przybory szkolne, kapcie czy wycieczki.

W jednej ze szkół nie udało się spowodować spotkania z rodzicami dziecka, bo… w szkole nie było anglojęzycznej osoby. W sytuacji, gdy język angielski jest obowiązkowy, trudno takie wytłumaczenie potraktować serio. Zresztą, nawet z pomocą anglojęzycznej asystentki spotkania nie udało się zorganizować.

  • Po drugie: zapoznanie

Funkcjonowanie asystenta w szkole jest szybciej efektywne, gdy zadba się o wprowadzenie tej osoby do grona nauczycielskiego. Chodzi o to, żeby asystentka wiedziała, kto czego uczy, kto jest wychowawcą w danej klasie, kto pedagogiem i psychologiem.

Z drugiej strony – żeby nauczyciele wiedzieli, że w szkole pracuje asystentka. Kim jest, jaki ma zakres obowiązków i czego można od niej oczekiwać.

Ważne jest też zadbanie, aby ustalić dobre relacje w szkole, gdy asystentów międzykulturowych jest kilkoro. Trzeba pamiętać, że asystenci, choć znają polski i funkcjonują w polskiej kulturze, wywodzą się jednak z innych kręgów kulturowych. Ważne jest więc, aby dobrze rozumieli swoje zadania w szkole i wzajemne relacje.

Temat relacji jest ważny, bo często asystentki spotykają się z oczekiwaniami wykraczającymi poza ich zakres kompetencji.

- Warto pamiętać, że każdy asystent czy asystentka pracują na podstawie jakiejś umowy – warto, żeby regularnie wracać do zapisów tej umowy także w rozmowie ze szkołą – podkreśla Zuza Rejmer, sugerując też, że warto przy okazji zaproszenia do szkoły asystentki zorganizować chociaż małe szkolenie dla personelu szkoły na temat różnic kulturowych i pracy z dzieckiem cudzoziemskim.

  • Po trzecie: wolontariat

- Płacą Ci? – pyta czeczeński uczeń swoją nauczycielkę-wolontariuszkę, Larysę.

- Nie.

- Głupi. Ja bym za Twoją pracę dał milion dolarów.

W ostatnim roku szkolnym PFM wspierało sześcioro wolontariuszy i wolontariuszek – zarówno osoby dorosłe, aktywne zawodowo, jak uczniowie trochę tylko starsi od dzieci, którym pomagają. Wolontariusze, którzy mogą poświęcić regularnie czas dziecku albo dwójce dzieci raz-dwa razy w tygodniu to bezcenna pomoc i dla dziecka, i dla szkoły, i dla asystentek. Gdy asystentka jest obecna w szkole dwa razy w tygodniu, dodatkowa pomoc wolontariusza sprawia, że wsparcie dziecka jest bardziej systematyczne. Dziecko zaczyna też widzieć, że ma wokół nie jedną osobę – ale rodzaj sieci wsparcia. To robi różnicę.

 

Agnieszka Kosowicz

2019-06-26