Integracja = bezpieczeństwo

Pod deklaracją prezydentów o współdziałaniu miast Unii Metropolii Polskich w dziedzinie migracji widnieją podpisy prezydentów: Tadeusza Truskolaskiego (Białystok), Jacka Majchrowskiego (Kraków), Tadeusza Ferenca (Rzeszów), Rafała Bruskiego (Bydgoszcz), Krzysztofa Żuka (Lublin), Piotra Krzystka (Szczecin), Pawła Adamowicza (Gdańsk), Hanny Zdanowskiej (Łódź), Hanny Gronkiewicz-Waltz (Warszawa), Jacka Jaśkowiaka (Poznań) i Rafała Dutkiewicza (Wrocław).

Wbrew pojawiającym się już opiniom internetowych znawców wszystkiego to nie popisy nieodpowiedzialnych lekkoduchów, ale przemyślana odpowiedź na wyzwania, które niesie współczesny świat.

Tylko miasta otwarte na różnorodność mają szanse na rozwój – można podsumować główne przesłanie spotkania, które zgromadziło samorządowców, organizacje międzynarodowe, organizacje pozarządowe i środowiska naukowe na wydarzeniu, które upamiętnia także przyjęty rok temu w Gdańsku Model Integracji Imigrantów (pierwszy taki w Polsce, utworzony dzięki współpracy Urzędu Miasta Gdańsk, Centrum Wsparcia Migrantów i Migrantek oraz Europejskie Centrum Solidarności).

Była mowa o miastach, o migrantach, o człowieczeństwie, ale też ekonomii i demografii. Dzieło Gdańszczan budzi podziw i szereg refleksji. Przytaczamy je (zupełnie subiektywne), może przydadzą się innym miastom?

Po pierwsze – uchodźcy i migranci to nie to samo

W publicznym dyskursie często oba słowa używane są zamiennie. Tymczasem oznaczają inne grupy ludzi. Myśląc matematycznie – każdy uchodźca jest migrantem, ale nie każdy migrant – uchodźcą.

- Uchodźca to szczególny rodzaj migranta. Taki, który nie ma gdzie wyjechać, żeby szukać ochrony. Nie może wrócić do swojego kraju – bo tam zagrożone jest jego życie lub wolność – mówiła Montserrat Feixas Vihe, przedstawicielka UNHCR na Europę Środkową.

Warto dodać, że uchodźca to nie to samo, co terrorysta. Wręcz przeciwnie, często uchodźca to ktoś, kto ucieka od terroru panującego w jego/jej kraju.

A kim jest migrant? Kimś, kto decyduje się dobrowolnie, że chce żyć w innym kraju.

 

Po drugie - pomoc migrantom to nie hobby naiwniaków

W dyskusji na temat przyjmowania lub nie migrantów uderza nas powszechna rozbieżność kalibru czy rodzaju argumentów używanych przez zwolenników i przeciwników. Zwolennicy mówią o wartościach. Przeciwnicy mówią o bezpieczeństwie (czy raczej zagrożeniu), kosztach i miejscach pracy.

Na gdańskiej konferencji była mowa o wartościach, szczególnie w kontekście uchodźców. Od Prezydenta miasta poprzez przedstawicieli gdańskiej Akademii i wielu zaproszonych mówców podkreślano humanitarny charakter pomocy uchodźcom jako po prostu kwestii ludzkiej przyzwoitości.

Była mowa o ewangelicznym przesłaniu i roli Kościoła w kształtowaniu postaw otwartości na drugiego człowieka.

- Nie ma takiego apokryfu, który mówi: „Przyjmij przybysza, jeśli jest taki sam jak ty, wygląda tak, jak ty i nie przysparza żadnych problemów” – zauważył Kuba Wygnański, opowiadając o inicjatywie „Wspólnoty schronienia”, która ma pomóc lokalnym społecznościom przygotować się na przyjęcie uchodźców w ramach tzw. korytarzy humanitarnych. W tę inicjatywę zaangażował się niedawno Kardynał Kazimierz Nycz, a propozycję otwarcia korytarzy humanitarnych zaakceptował oficjalnie kilka dni temu Episkopat Polski.

Była mowa także po prostu o ludzkim odruchu pomocy drugiej osobie, która jest w potrzebie. Na szczególną sytuację uchodźców w całej populacji migrantów zwracał mocno uwagę UNHCR, akcentując potrzebę ochrony tych osób, które nie mają własnego państwa, które im tej pomocy i ochrony udzieli.

W dyskusji pojawiło się też jednak wiele wątków bardzo pragmatycznych, które w dyskursie pojawiają się rzadziej.

- Fundamentalna funkcja miasta to uczyć obcych ludzi mieszkać i współpracować razem – zauważył prof. Mariusz Czepczyński z Uniwerytetu Gdańskiego. – Wszystkie miasta, które chcą się rozwijać, muszą przyjąć „innych”. Napływ obcej ludności jest więc niezbędnym czynnikiem rozwoju miast. Bez napływu ludzi, miasta czeka stagnacja, starzenie się populacji i pustoszenie.

(Na marginesie można przywołać obecny problem wielu pustoszejących miast włoskich czy francuskich – niektóre gminy uruchamiają programy osieldeńcze, aby ożywić podupadające średniowieczne miasteczka. Są konkursy dla żądnych przygód podróżników na objęcie w posiadanie zabytkowych posiadłości albo koncepty zasiedlania opustoszałych zabytkowych miejscowości właśnie uchodźcami. Pustoszenie małych miast, które z różnych powodów tracą napływ nowych mieszkańców to realny problem także w Polsce).

Mniej więcej za jedno pokolenie, liczba osób w starszym wieku w Europie niemal się podwoi. Dotyczy to także Polski, gdzie przyrost naturalny jest niski i nie zapewnia odnawialności pokoleń. Liczba Polaków będzie więc coraz mniejsza. Jakim krajem Polska stanie się bez napływu migrantów? Rzadziej zaludnionym, starszym, mniej produktywnym, a więc – mniej zamożnym. Migracja, przekonują eksperci (m.in. Anna Rostocka z IOM w Polsce), jest więc nam po prostu niezbędna do rozwoju.

O co chodzi w integracji?

Dużo czasu na spotkaniu poświęcono integracji – o co w niej chodzi? Kto ma integrować? Jak integrować? Jak wygląda podział odpowiedzialności za integrację.

- Chodzi o to, żeby spotkać człowieka z człowiekiem – podsumował pięknie Piotr Kowalczuk, zastępca prezydenta miasta Gdańska ds. polityki społecznej.

Gdy przejść od tej deklaracji do szczegółów, zaczyna się wiele schodów. Na integrację nie ma bowiem jednego uniwersalnego modelu. Dyskutanci konferencji poruszali różne wątki, dotyczące roli urzędów, podziału pracy między instytucje a organizacje społeczne, rolę edukacji albo wagę ‘przykładu z góry’  - narracji o migrantach proponowanej nam przez liderów i przywódców państwa.

Zgodzono się, że bardzo duża rola w integracji przypada samorządom. Miasta mają ogromny wpływ na kształtowanie relacji między ludźmi na lokalnym poziomie. A w integracji uchodźców czy migrantów chodzi w gruncie o jedno: aby zobaczyć w nich sąsiadów. I nawiązać sąsiedzkie relacje.

Ciekawie opowiadała o tym Karen Majewski, burmistrzyni z amerykańskiego miasta Hamtramck, w którym rada miejska zdominowana jest przez muzułmanów. W mieście zdominowanym przez migrantów, kiedyś z Polski, obecnie z Bangladeszu i Jemenu, integracja to właśnie codzienne budowanie sąsiedzkich relacji między ludźmi, bez względu na ich kraj pochodzenia.

W polityczno-medialnej nagonce na uchodźców i migrantów, jakiej doświadczamy obecnie w Polsce, nie jest to wcale łatwo zastosować amerykańskie rozwiązania.

- Apelować o pomoc dla uchodźców to typowy pomysł, jak stracić punkty wyborcze – przyznał wprost Paweł Adamowicz, prezydent miasta Gdańsk. – Ale żyjemy w takim momencie, że ci którzy sprawują funkcje publiczne stanęli przed wyborem: albo schować głowę w piasek albo próbować sprostać wyzwaniom rzeczywistości.

Cóż, bez wątpienia w Gdańsku nie chowają głowy w piasek.

 

O bezpieczeństwie

Integracja, budowanie mostów między ludźmi, włączanie ich w społeczność – jest polisą bezpieczeństwa w międzykulturowych społecznościach. Nie ma bezpieczeństwa bez dialogu, szukania kontaktu, spotkania. Takie doświadczenia mają społeczności od dawna przyjmujące migrantów.

- Poczucie bezpieczeństwa daje ludziom to, że znają swoich sąsiadów – mówi o amerykańskim doświadczeniu Karen Majewski.

- Nie czuję się bezpiecznie, gdy polityk mówi, że jestem zagrożeniem – stwierdza natomiast Aws Kinani, członek prezydium Rady Imigrantów i Imigrantek w Gdańsku. – Rozumiem, że Polacy też się nie czują bezpiecznie.

Ton, jaki nadajemy dyskusji o różnorodności jest więc bardzo ważny. Tworzy samopoczucie nas wszystkich: i migrantów i lokalnych mieszkańców. Duży wpływ na to samopoczucie ma spotkanie ‘twarzą w twarz’. Abstrakcyjny uchodźca z Syrii to nie to samo to uchodźca z Syrii, którego znam, znam jego rodzinę i witamy się codziennie na ulicy. To bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem i wzajemne zaufanie budują nasze poczucie bezpieczeństwa.

- Integracja buduje poczucie bezpieczeństwa w tym sensie, że pozwala migrantom poznać nasze ‘reguły gry’ – mówi prof. Obracht-Prondzyński. – Człowiek wolny ma poczucie kontroli nad własnym losem. Migrant, który przybywa do innego kraju traci to poczucie kontroli: nie do końca rozumie reguły gry nowego kraju, nie wie, co z nim będzie. Integracja to poczucie przywraca.

W dyskusji o bezpieczeństwie ważna jest rozmowa o obawach, lęku, który w tej chwili jest w Polsce budowany, podtrzymywany przez kształt publicznej dyskusji o migracjach. Tymczasem…

- Człowiek wolny się nie boi – zauważa dr. Andrzej Leszczyński, filozof z Uniwersytetu Gdańskiego, także prelegent konferencji, odwołując się także do wypowiedzi Jana Pawła II „nie lękajcie się”.

Wolność wymaga jednak od człowieka i odpowiedzialności, która dla wielu ludzi wcale nie jest atrakcyjna – bo jest wymagająca.

- To prawda. Człowiek wolny się nie boi. Lęk pęta ludzi. Ale wielu ludzi nie chce być wolnymi. Poszukują autorytarnych osobowości. Chcą się bać – potwierdza prof. Cezary Obracht-Prondzyński, gdański socjolog i antropolog. Największym problemem naszych czasów, zdaniem Profesora, nie jest wcale to, co dzieje się z migrantami, ale dzieje się z nami samymi. – Infekujemy nasze serca lękiem. A społeczeństwem kierującym się lękiem łatwo jest kierować, łatwo wyzwalać w nim impulsy napędzane strachem. Dlatego trzeba nauczyć się kontrolować swój lęk.

 

 

O szczerości

Szczerość, autentyzm, nieudawane zaangażowanie – to słowa, które także wielokrotnie padały na spotkaniu. Nie ma mowy o integracji, gdy uczestnicy procesu nie traktują tego serio. Nie będzie integracji tam, gdzie zainteresowanie drugim człowiekiem będzie udawane.

Jeśli mamy integrować skutecznie – czytaj poznawać sąsiadów – proces musi dziać się na poważnie.

Podobnie ma się rzecz z budowaniem partnerstw na rzecz integracji, choćby między samorządem a sektorem pozarządowym. Żeby się to udało, obie strony muszą szukać rzeczywistego zrozumienia, słuchać nawzajem swoich potrzeb i dawać sobie konstruktywną informację zwrotną. To trudniejsze, niż się wydaje – ale nie ma innej metody.

I jeszcze jedno – integracja to nie cel, a droga. Nie osiągniemy stanu, w którym uznamy wszyscy, że jesteśmy świetnie zintegrowanym miastem, społecznością czy państwem. Chodzi raczej o jakość procesu, w którym rozmawiamy ze sobą, szukamy kompromisów, nieustannie uczymy się siebie nawzajem. I do jakości tego procesu dążymy.

 

Na koniec o PR

Są w Polsce miasta, jest ich nawet sporo, które mają więcej, niż Gdańsk, migrantów. Są takie miasta, znacznie od Gdańska mniejsze, które mają więcej uchodźców. Kilka miast ma więcej pozarządowych organizacji wspierających migrantów i uchodźców albo daleko więcej konkretnych inicjatyw integracyjnych. Kilka miast ma znacznie dłuższą historię przyjmowania uchodźców i bogatsze doświadczenia.

ALE żadne miasto nie podchodzi do tematu migracji jak… miasto. W spójny, kompleksowy sposób, odważnie. Gdańsk się swoich migrantów nie wstydzi. Nie uważa, że są kłopotem chociaż z pewnością stanowią też wyzwanie, jak wszędzie. Widzi, że są – i zajmuje się tematem.

Sprawy migracji wszędzie poza Gdańskiem są tematem podejmowanym przez miejskie instytucje, albo miejskie departamenty – nie stanowią integralnej części miejskiej polityki. Inne miasta, paradoksalnie nawet te, gdzie mieszkańców migrantów jest wielu – nie traktują tematu migracji jako sprawy ważnej dla całego miasta, jako struktury. Synergia – to słowo, które pierwsze przychodzi na myśl po gdańskim spotkaniu. Optymalne wykorzystanie zasobów, gospodarność, myślenie z szerszej perspektywy – to wszystko w Gdańsku budzi szacunek.

Jak mówić o migrantach i z wdziękiem promować swoje miasto – ach, gdyby inne miasta zechciały się tego od Gdańska uczyć…

Każdy samorząd, który chciałby skorzystać z naszych doświadczeń i kompetencji, czy choćby publikacji – zapraszamy serdecznie do kontaktu. Pomożemy, na ile będziemy mogli.

 

Agnieszka Kosowicz

 

 

2017-06-30